Każdy z nas będzie doświadczał życia w inny sposób. Jednak niezależnie od tego myślę, że nasze życie zmienia się od momentu, kiedy uświadomimy sobie, że ono nie jest wieczne. Kiedy zaakceptujemy fakt, że co roku zostaje nam coraz mniej lat życia. Gdy mając 60 lat, zdamy sobie sprawę, że żyjąc nawet 80 lat, tylko 20 razy zobaczymy jesień, zostanie nam tylko 20 okazji, aby jeszcze ujrzeć lecącego bociana wiosną. Zobaczymy już tylko 20 razy ubraną na święta choinkę. Spędzimy jedynie 20 razy Wielkanoc z rodziną. Jeszcze 20 razy będziemy mieli urodziny i tylko 20 razy ktoś będzie śpiewać dla nas „Sto lat”.
Myślę, że to jest ten moment, kiedy zrozumiemy, że wszystkiego zaczynamy mieć o jeden raz mniej. Poranna kawa, spacer po lesie, otwarcie oczu zaraz po przebudzeniu, będzie już o ten jeden raz mniej w całym naszym życiu. Czynność, którą teraz wykonujemy, możemy robić już ostatni raz lub o jeden raz mniej. O jeden raz mniej trzymać filiżankę w dłoni, o jeden raz mniej spacerować wśród drzew, o jeden raz mniej patrzeć bliskiej osobie w oczy.
To jest również ten moment, gdy zaczynamy doceniać życie i dobrych ludzi spotkanych na swojej drodze. Właśnie od tego momentu zaczynamy dziękować za każde otwarcie oczu, za każdy oddech i spacer. Za każdą wypitą filiżankę kawy, za każde spojrzenie w oczy i na lecącego nad nami bociana. Za każdą choinkę ubraną na święta i za… każde „Sto lat”.

